Paweł

żyjący z HIV niewykrywalnym
ekspert przez doświadczenie Osoba, która doświadczyła kryzysu psychicznego i przeszła proces zdrowienia. W trakcie przebytej drogi zdobyła nieocenioną wiedzę, której nie są w stanie ująć podręczniki i opracowania naukowe, gdyż wiąże się nierozerwalnie z ładunkiem emocjonalnym kryzysu psychicznego. // Taka osoba wyposażona w specjalistyczną wiedzę i narzędzia staje się pomostem pomiędzy pomocą profesjonalistów, a osobami doświadczającymi kryzysu psychicznego. Kto lepiej ją zrozumie od osoby o takich samych doświadczeniach? (HIV/PTSD)
sygnalista mężczyzn żyjących z HIV (MSM)
/ Inicjatywa Nadobrze

Małgorzata i jej

potrójne rękawiczki.

Boimy się rzeczy, których nie znamy, bo są nam obce.
Czy nie dużo prościej byłoby o nich wiedzieć coś więcej?
Tak z czystej ciekawości?

Boimy się rzeczy, których nie znamy, bo są nam obce. Czy nie dużo prościej byłoby o nich wiedzieć coś więcej? Tak z czystej ciekawości?

W pewnym szpitalu zostałem skreślony na starcie po jednym krótkim zdaniu, które padło z moich ust: „jestem seropozytywny”. Traktowano mnie, jak trędowatego. Byłem prowokatorem strachu, obaw i niepewności. Gdyby tylko ci ludzie wiedzieli więcej. Ale po co? Może tak z czystej ciekawości? HIV dotyczy nas wszystkich. Warto wiedzieć więcej. Warto o tym rozmawiać. Moim osobistym sukcesem jest, że zrozumiała to Małgorzata. Poznacie ją. 

Czy to nie czas, by kontynuować moją historię? Historię, w której pojawiają się nowi bohaterowie poza tymi, których już znacie, czyli Ja i Mój Przyjaciel Plus. Tym razem do ekipy dołączą Wkurwiony Wyrostek, Spanikowany Lekarz i Pielęgniarka w Potrójnych Rękawicach. Ale może zacznę jednak od początku.

Obecnie cały świat walczy z COVID-19, zaś ja (jeszcze półtora roku temu) walczyłem sam ze sobą, ze swoimi emocjami, ze strachem, z odkrywaniem siebie na nowo. Jak wszyscy wiemy 2020 to dziwny rok. Dla mnie jednak niosący wiele przemyśleń, a co za tym idzie: życiowych doświadczeń. Udało mi się wyjechać na moje pierwsze zagraniczne wakacje, udało mi się naprawić relacje z kilkoma osobami. Udało mi się również przeżyć coś, co z pewnością można nazwać lekcją (albo historią) życia.

– Kurde! Co mnie tak dziwnie boli ten brzuch?

Wstałem w środę z samego rana i zacząłem się nad tym zastanawiać. Nie mam nawet ochoty na ulubioną poranną kawę? Hmm… Coś się dzieje, coś niedobrego. Czyżbym miał zapalenie wyrostka? EJ! Nie może być! Przecież to, zaraz po wirusie HIV, moja kolejna fobia.

Zapalenie wyrostka? SKĄD? Zacząłem się niepokoić. Zajrzałem zatem do Doktora Google: czytam, jak może się to objawiać i wpadam w panikę. Faktycznie, boli mnie nad pępkiem, nie mam apetytu i jestem jakiś taki… osłabiony. Jeśli ból w ciągu kilka godzin przemieści się do pachwiny i prawego boku, to może się okazać, że druga z moich życiowych fobii się urealni.

Wyrostek – operacja – narkoza. O ja pierdolę!!!

Lekko spanikowany, zmierzyłem sobie temperaturę i położyłem się, uprzednio ładując w siebie dwie Nospy Max z nadzieją, że jednak się mylę i ból niebawem przejdzie. Niestety nie przeszedł. Zelżał po tabletkach przeciwbólowy, ale nie zniknął całkowicie, a ponieważ dobrze pamiętam moje wędrujące bóle spowodowane niegdyś nerwicą lękową stwierdziłem, że musi mi się to zdawać. Z takim nastawieniem wskoczyłem w ukochany lajkrowy strój rowerowy i poszedłem się przejechać. Ta przejażdżka nie należała do przyjemnych. Ból zaczął narastać i faktycznie jakby lekko przesuwać na prawą stronę. Kurwa! Chyba faktycznie to wyrostek! I znów Doktor Google. I znów wertowanie sieci i szukanie objawów. Pomyślałem: „Stary! Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Poczekaj do rana. Nie przejdzie, pojedziesz na SOR”. Nie przeszło…

C

CZWARTEK 6 sierpnia.

Z samego rana ląduję na SORZe. Od razu przy wejściu, gdzie zmierzono mi temperaturę, poinformowałem lekarza z czym tutaj przyjechałem: „Proszę Doktora, mam zapalenie wyrostka”, po czym dokładnie opowiadam cały przebieg tego cholernego bólu, który jest we mnie, oplata mnie i nie pozwala nawet na ułamek sekundy zapomnieć o sobie. Lekarz wysłuchał mnie uważnie i stwierdził, że naczytałem się za dużo w Internecie, i że nie wygląda mu to na zapalenie wyrostka. Zlecił podstawowe badania, strzelił szybkie USG i posadził na korytarzu, każąc czekać.

Pierwsza diagnoza (czy trafna? Hmmm).

– Według nas nie ma pan zapalenia wyrostka. Gdyby ból się nasilił, proszę przyjechać. Do widzenia.  – tyle wówczas usłyszałem, więc jak pokorne cielę wracam do domu z takim samym bólem, z jakim przyszedłem rano na SOR.  Przepisano mi jedynie leki, które posłusznie wykupiłem w aptece i zażyłem zaraz po powrocie. Postanowiłem nie skupiać się dłużej na bólu. Odciągałem od niego uwagę, oglądając filmy, czytając coś i słuchając muzyki. Udało mi się tak wytrwać do wieczora.

KOŁO 23:00 ból powrócił jakby ze zdwojoną siłą. Przez ten cały czas nic nie jadłem i nie piłem, bo nawet nie byłem w stanie włożyć sobie czegokolwiek do ust. BLE! Z racji tego, że zbliżała się noc, zdecydowałem zadzwonić na pogotowie, przedstawić sytuację i zapytać, co dalej robić.

Witam. Byłem u was rano. Jak bolało, tak boli dalej. Co mam robić? Ogólnie to proszę o karetkę, bo ból jest nie do wytrzymania. W skali od 1 do 10, daję mocne 8. – Nie przyjechali. W zamian zaproponowali taksówkę i przyjazd na SOR (osobiście). Po raz kolejny. Uczyniłem więc to, co zalecili.

W szpitalu okazało się, że nocny dyżur ma ten sam lekarz, który badał mnie tego samego dnia rano (pomyślałem sobie: „ja pierdolę! RoboCop! Dyżur 24h?! Jak on ma myśleć trzeźwo i stawiać trafne diagnozy?”). Lekarz był młody, przystojny i pomimo maseczki było widać, że uśmiechnął się na mój widok.

To znowu pan. Spodziewałem się, że jeszcze pana dzisiaj tutaj zobaczę” – no i zobaczył. Mnie do śmiechu nie było. Zresztą, było mi wszystko jedno, byleby ten ból się skończył. Na wszelki wypadek wziąłem ze sobą torbę z rzeczami do szpitala, bo to, że tam zostanę, było dla mnie pewne jak to, że dwa razy dwa to cztery. NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Pewnie każdy, kto teraz to czyta, zastanawia się, jak koleś z bólem ciągnącym się od 48 h może zostać odesłany do domu. TAK KURWA! Wyślą mnie z bólem do domu: bladego, nie jedzącego nic od 2 dni, nie pijącego nic od 2 dni! Zanim jednak to nastąpi, dowiedzą się jednego, lecz bardzo ważnego szczegółu, a mianowicie tego, że mam HIV. Wiremia rzecz jasna niewykrywalna, ale jednak wirusa mam (i nie jest to COVID-19), na który nawet nie zrobiono mi testu i wciąż prawie nic o nim nie wiedzą. Ale HIV?! Wirus, który jest na świecie od ponad 30 lat? O tym personel medyczny, znajdujący się tego dnia na SORZe, również niewiele wiedział.

Podczas drugiego pobytu zlecono mi ponownie badania krwi i dodatkowo TK. Podczas wkłuwania się w żyłę coś poszło nie tak i żyła pękła, a krew zaczęła się lać sowitym strumieniem.

Co zrobiłeś? Uczyłam cię już kilka razy!!! – krzyknęła starsza pielęgniarka do młodego chłopaka w białym kitlu. Widać, że mocno wystraszonego, ale na pewno mniej niż ja. – Pękła ci żyła. Trzeba zrobić nowe wkłucie w innym miejscu. Weź nowy zestaw i ucz się!

Hasło „UCZ SIĘ!” zadziało jak zapalnik.

Przepraszam! To kolega się na mnie uczy?! – wykrzyczałem do kobiety stojącej obok – a zapytał mnie ktoś o zgodę? Co ja małpa do eksperymentowania czy jednak człowiek? I to z bólem! Bardzo mocnym bólem, a na dodatek skoro kolega się uczy i upuszcza mi krew jak zarzynanej świni, to chciałbym poinformować, że jestem seropozytywny i prosiłbym, żeby jednak kolejną żyłę rozpruł mi ktoś doświadczony. Dziękuję!

Po tych słowach zamilkłem, a wyraz twarzy całego personelu SORu był nie do opisania. Lekarz i pielęgniarka zaczęli na siebie krzyczeć. Wrzeszczeli coś o przepisach, środkach ochrony i o MNIE, nie zwracając uwagi, że przecież ja to słyszę.

Słyszałaś?! Chyba ma HIV! Dlaczego od razu nie powiedział?! Naraził nas i cały zespół!  

Przepraszam, ale nikogo na nic nie naraziłem. Leczę się, mam niewykrywalną wiremię, jestem na lekach i raczej mało prawdopodobne, bym był dla państwa jakimkolwiek zagrożeniem, jednakże rozwalenie mi żyły spowodowało, że zdecydowałem się wam powiedzieć. Wiedzą państwo dobrze, że wcale nie musiałem, prawda? – powiedziałem to dość donośnym tonem.

Jak to pan nie musiał? Takie rzeczy mówi się od razu! Naraził pan cały oddział. Mieliśmy kiedyś podobną sytuację. Kolega musiał brać leki. Bardzo źle to zniósł: psychicznie i fizycznie. Jest pan nieodpowiedzialny. Zawiozę pana na TK i trzeba będzie poszukać innego szpitala, bo nawet jeżeli ma pan zapalenie wyrostka, to u nas na chirurgii nie ma już wolnych łóżek. Nikt panu nie pomoże.

Atmosfera na SORZe zrobiła się gęsta. Nasza rozmowa odbyła się przy otwartych drzwiach, więc każda osoba w poczekalni, która z jakichś powodów wciąż czekała na wyniki lub z kroplówką przy nodze słyszała, że PACJENT W ŚRODKU MA HIV!

KURWA! TAK! MAM HIV I ŻYJĘ – JAK RÓWNY Z RÓWNYM. STAŁO SIĘ! MAM! NIE WYDRAPIĘ GO SOBIE.

Wstałem z łóżka  z podniesioną głową oraz wypiętą klatą. Mimo utrzymującego się bólu, wyszedłem z gabinetu razem z pielęgniarką prowadzącą mnie na TK jamy brzusznej. Czy ludzie z korytarza się patrzyli? NIE WIEM – ja czułem DUMĘ! Rozpierała mnie DUMA, że nie bałem się powiedzieć głośno, że mam HIV, że widząc przerażone miny personelu medycznego, moją twarz pokrył lekki uśmiech. W głowie kłębiła się myśl: „BOŻE, LUDZIE. PRACUJECIE W SŁUŻBIE ZDROWIA I JESTEŚCIE TAK NIEDOKSZTAŁCENI!”  50 % waszych pacjentów może też ma HIV, z czego 48 % albo nie wie, albo wam tego nie powie. O ironio!

TK wykazało podejrzenie zapalenia wyrostka. Z takim wynikiem zostałem odprawiony do domu z zaleceniem wizyty w przyszpitalnej poradni chirurgicznej w dniu następnym. Gdzie sens i logika? O 4:30 nad ranem wypuszczają mnie ze szpitala z jednoznaczną diagnozą: zapalenie ścian wyrostka i każą pójść do poradni chirurgicznej o godzinie 7 rano. Przed opuszczeniem szpitala usłyszałem jeszcze od młodego lekarz, że u nich naprawdę wszystkie łóżka są zajęte i on by mi jednak proponował znaleźć inny szpital.

Wróciłem do domu.

Nie kładłem się spać, gdyż ból mi na to nie pozwolił i zaraz przed 7 stawiłem się w poradni, do której dostałem skierowanie. Odstałem swoje w kolejce do rejestracji, zwijając się z bólu i pobrałem numerek 12. Usiadłem przed gabinetem. Po ósmej zjawił się lekarz i zaczął przyjmować – wszedł numer 1. Wstałem, by pójść do toalety. Nie doszedłem. Chwycił mnie ból (w skali od 1 do 10, jakieś 10 000). Myślałem, że umieram. Osunąłem się na posadzkę. Przechodząca obok kobieta w kitlu przekroczyła mnie i poszła dalej. Ludzie zaczęli krzyczeć:
– 
Ten człowiek umiera! On umiera z bólu! Tu trzeba telewizji. Jak oni nas traktują?!

W końcu pewna starsza pani nie wytrzymała i wtargnęła do gabinetu doktora. Zaraz zrobiło się wielkie zamieszanie. Jakieś dwie osoby pomogły mi wstać, a chwilę potem byłem już na stole w gabinecie chirurgicznym. Numer 12 okazał się zbędny – miałem szybszy start. Doktor dotknął lekko mojego brzucha i powiedział: – O ja pierdolę!. I nakazał pielęgniarce szybko dzwonić na SOR, by mnie zabrano.

KURWA! ZNÓW SOR, TEN SAM SOR!

– Mam nadzieję, że nie jest rozlany. – powiedział lekarz. Zostałem przewieziony wózkiem inwalidzkim dwa piętra niżej i oddany w ręce lekarza na dyżurce. Na dole podano mi morfinę i położono w sali obserwacji. Ból zaczął ustępować. Słyszałem rozmowy: – To ten pacjent, no wiesz, ten z HIV. Był u nas już 3 razy od czwartku. (mamy piątek, godzinę 8:30). – Chyba pójdzie pod nóż… eee… może go gdzieś zawieźć? Po co kłopoty?! Zawołaj dyżurującego chirurga z oddziału, zobaczymy. Niech on decyduje.

W całej tej dyskusji był jeden głos rozsądku, który mówił do dwóch pozostałych:
 Słuchajcie. To zagrożenie życia. Tu już nie ma czasu, by z nim gdzieś jechać! 

MNIE BYŁO WSZYSTKO JEDNO.

Zniknął strach, zniknął lęk i BÓL. Narkotyk zadziałał. Poczułem się błogo i totalnie zobojętniałem. Czekałem…

Po około godzinie chirurg zabrał mnie na swój oddział, gdzie (jak się okazało) nie było problemu z brakującymi łóżkami. Poinformował mnie, że zaraz podejdzie pielęgniarka i będziemy się szykować do operacji. On mówił, a ja słuchałem. To, co mówił nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Wszystko było takie obojętne. Przyszły dwie młode dziewczyny. Pomogły mi się umyć i przebrać w dziwny strój zielonej żaby. Podłączono mnie do jakiejś kroplówki, ponownie pobrano krew do badań i kazano czekać. Operacja przebiegła szybko i bez komplikacji (metoda laparoskopowa). Gdyby nie gigantyczny ból po przebudzeniu, pomyślałbym że mam to już za sobą. Po części  tak było. Operację miałem za sobą. Pozostało nadchodzące przykre doświadczenie. Cały Oddział Chirurgiczny został poinformowany o tym, że jestem nosicielem wirusa HIV. Każdy z personelu (nieważne czy miał ze mną bezpośredni kontakt czy nie) wiedział, co powodowało „szeptaninę” na korytarzach. Za każdym razem, gdy pielęgniarka przychodziła zmienić mi opatrunek, zakładała na dłonie trzy pary rękawiczek i nie zwracając uwagi na to, że nie jesteśmy sami w sali, mówiła głośno: „przecież pan wie, co pan ma”. Nie czułem się z tym komfortowo. Kiedy podczas trzeciego dnia mojego pobytu w szpitalu Pielęgniarka Opatrunkowa (Pani Małgorzata) wpadła do sali do pacjenta z dwoma drenami w brzuchu i zaczęła przy nim grzebać bez żadnych rękawiczek, wpadłem w osłupienie. Tego samego dnia poszedłem do niej na zmianę opatrunku (tym razem już do gabinetu zabiegowego).
Procedura nie uległa zmianie – POTRÓJNE RĘKAWICZKI.

Zapytałem: – Pani Małgosiu. Rano była pani u pacjenta na cito i nie założyła pani nawet jednej rękawiczki, mimo że z drenu sączyła się krew i trzeba było to dobrze zabezpieczyć, a przy mnie, gdzie jak sama pani mówi <<nic się już nie sączy, bo plastry zdejmujemy czyste>> zakłada pani potrójne rękawiczki?

Wiecie, co usłyszałem? – PRZECIEŻ PAN WIE, CO PAN MA.

– Tak Małgosiu, mam HIV – wirusa, które jest w moim organizmie. Prawidłowo leczony, w fazie uśpienia, nikomu nie zagrażający.

– Wie pani, co to jest wiremia niewykrywalna? Wie pani co to jest terapia ARV? NIE! NIE WIE PANI. Nie ma pani o tym zielonego pojęcia. Tak samo, jak lekarze nie mieli pojęcia co to za leki, które przyjmuję i gdybym nie zwrócił im uwagi, że nie ze wszystkim mogę je mieszać, to oprócz zapalenia wyrostka, dostałbym niewydolności nerek po takiej ilości chemii, jaką we mnie wlali.

Ostatniego (czwartego) dnia pobytu w szpitalu wszystko zdawało się jakieś inne.
Zmiana opatrunku u pani Małgosi również była inna niż do tej pory.
Pielęgniarka założyła tylko jedną parę rękawiczek.<[/et_pb_text]

Zmieniając opatrunek powiedziała, że poczytała trochę na temat tego wirusa, i że przeprasza oraz żebym dbał o siebie i szybko wracał do zdrowia. Na koniec uścisnęła mi dłoń i szczerze się uśmiechnęła.

Wyszedłem – opuściłem szpital bez kawałka siebie, ale z nowym bagażem doświadczeń. Pobyt tam pokazał mi na jak niskim poziomie jest wiedza na temat wirusa HIV (z którym żyjemy od ponad 30 lat) i to nie tylko wśród „zwykłych” ludzi, lecz także lekarzy i personelu medycznego.

Przecież on nadal dotyczy nas wszystkich i każdy z nas może stanąć na jego drodze, zostając jego przyjacielem, bądź wrogiem. Boimy się rzeczy, których nie znamy, bo są nam obce. Czy nie dużo prościej byłoby o nich wiedzieć coś więcej? Tak z czystej ciekawości?

Jeśli jesteś lekarzem, pielęgniarką, osobą pracującą w służbie zdrowia – nie bój się czytać i pytać o sprawy, które może nie są proste, ale zawsze możesz na nie natrafić w swoim życiu: czy to prywatnym, czy zawodowym. I mając odpowiednią wiedzę, nie sprawisz nikomu przykrości i nie skrzywdzisz nikogo.

Przeżyłem przygodę z polską służbą zdrowia dokładnie 17 miesięcy od dnia, w którym dowiedziałem się o nosicielstwie wirusa HIV.
I wiecie czego się nauczyłem? Nieważne, co mówią o Tobie inni. Jeśli nie opuścisz głowy ze wstydu, to zawsze będziesz WYGRANY!