HIV

Paweł

żyjący z HIV niewykrywalnym
ekspert przez doświadczenie Osoba, która doświadczyła kryzysu psychicznego i przeszła proces zdrowienia. W trakcie przebytej drogi zdobyła nieocenioną wiedzę, której nie są w stanie ująć podręczniki i opracowania naukowe, gdyż wiąże się nierozerwalnie z ładunkiem emocjonalnym kryzysu psychicznego. // Taka osoba wyposażona w specjalistyczną wiedzę i narzędzia staje się pomostem pomiędzy pomocą profesjonalistów, a osobami doświadczającymi kryzysu psychicznego. Kto lepiej ją zrozumie od osoby o takich samych doświadczeniach? (HIV/PTSD)
sygnalista mężczyzn żyjących z HIV (MSM)
/ Grupa Nadobrze

Mieć przyjaciela,

takiego na całe życie.

Moja fobia – HIV-fobia – odkąd pamiętam zatruwała mi życie.
Kto mógł podejrzewać, że obsesyjnie wystrzegając się wirusa,
natrafię na niego w najmniej spodziewanym momencie?
Najciemniej pod latarnią, prawda? Cholera!

Moja fobia – HIV-fobia – odkąd pamiętam zatruwała mi życie. Kto mógł podejrzewać, że obsesyjnie wystrzegając się wirusa, natrafię na niego w najmniej spodziewanym momencie? Najciemniej pod latarnią, prawda? Cholera!

Jeden feralny pocałunek. Tego nie dało się przewidzieć! To był zwykły pech, niefart.

Potem nadeszła otchłań, w której się pogrążyłem. Trwaliśmy w tym w tercecie: Ja, mój nowy Przyjaciel Plus i dawna znajoma – Nerwica Lękowa. Co nastąpiło potem? Ja stałem się doskonalszą wersją siebie, Plus z kolei okazał się świetnym, motywującym kompanem, a Nerwica poszła szukać innych pobratymców.

M
styczeń 2019
zakażenie HIV
  • Jeden ‚feralny’ pocałunek 4 stycznia 2019, ~ 23:00.
L
luty 2019
TEST NA HIV/STI
  • W dniu 26 lutego 2019, o godz. 07:00 – pierwszy w kolejce.
N
18 MARCA 2019, 16:10
DIAGNOZA HIV+
P
maj 2019
ROZPOCZĘCIE TERAPII ARV
  • Pamiętam jakby to było dziś – 6 maja 2019, 22:00
wrzesień 2019
NIEWYKRYWALNA WIREMIA
  • Tom, będziesz ze mnie dumny. Dotarłem na metę w 5 miesięcy! Dziś odebrałem wynik i tak od lutego, kiedy się dowiedziałem i od maja kiedy zacząłem brać leki, jestem N=N (CD4 -913, wiremia: 21). Dr n.med. Błażej powiedział: ‚Ma pan wyniki do gablotki.’ 🙂
w
Październik 2019
SYGNALISTA HIV
  • POZYTYWNY sygnał rusza w sieć. W niedługi czas po otrzymaniu diagnozy podzieliłem się na fellow moją historią z innymi. Chciałem potwierdzenia, że nie jestem sam. Chciałem, by ktoś udowodnił mi, że wszystko się ułoży. A oto efekt. Nie spodziewałem się takiego odzewu od podobnych do mnie. Jest nas wielu, naprawdę bardzo wielu. Za każdym z nas kryją się emocje.
marzec 2020
I ROcznica diagnozy HIV
  • Wiosna. Za oknem dziś jakby jesień, w kalendarzu nadal zima, ale w moim sercu i w mojej głowie wiosna. Tak, znów jest wiosna – nowy wiosenny czas. Jaki on będzie ? Czas pokaże. Z pewnością będzie inny niż ten rok temu, kiedy czekałem na potwierdzenie mojego wyniku testu na obecność wirusa HIV.

SYGNAŁ#1: Droga do niewykrywalności.

Mieć Przyjaciela.

Zawsze chciałem mieć przyjaciela, partnera, kochanka. Kogoś z kim będę szedł przez życie. Zawsze chciałem i w sumie zawsze go miałem. 40 lat na karku, 4 poważne związki i to nie takie, które zaczynały i kończyły się na dupie, jak to bywa w naszym gejowskim świecie (niestety taka prawda). Te były inne – były pełne.

Była bliskość, był seks, były radość, smutek i szarość dnia codziennego – czyli tak naprawdę wszystko, co być powinno. Czy były idealne? Nie, bo takie nie istnieją, ale dawały mi pewne poczucie bezpieczeństwa. Ufałem, więc czułem się bezpieczny – również wobec wirusa HIV, którego przez większość swojego życia bałem się najbardziej na świecie.

Związki były wieloletnie: 3, 5, 10 lat. Ten ostatni rozpadł się roku temu (w sumie właśnie mamy maj, więc zaraz będzie rok). Co było nie tak? Zatraciliśmy bliskość, przestaliśmy pielęgnować w sobie “motyle”, aż w końcu odleciały. On kogoś poznał, a ja się wyprowadziłem i Big Love się skończyło. W “środowisku” nawet robiono zakłady, ile bez siebie wytrzymamy – przecież byliśmy razem tyle lat… Byliśmy… hmm… Znów jesteśmy.

Znów razem. Tylko, że już nie w dwójkę, a w trójkę: On, Ja i mój nowy przyjaciel HIV. Tak, tak – Przyjaciel i to przez duże P. Czemu tak sądzę? Bo musi nim dla mnie być. Muszę go pokochać, a on mnie, byśmy razem mogli iść przez życie bez lęku i walki ze sobą.

Przez kilka lat naszego związku chorowałem na nerwicę lękową (podobno częsta choroba dzisiejszych czasów). Moja spowodowana była po trochę: demonami z dzieciństwa i  HIVfobią. Zaczęło się od tego, że bez powodu biegałem robić sobie testy na HIV – jeden po drugim – potwierdzające kolejny wynik ujemny. I tak w kółko: wynik ujemny, wynik ujemny. Ale źle się czuję. Mam zawroty głowy, duszności uderzenia gorąca; robi mi się słabo, więc jak ujemny? Na pewno mam HIV!

Nie! Nie miałem – miałem zaburzenia lękowe. To nie był żaden HIV tylko nerwica.

Trwało to kilka lat: terapie, badania itp. itd. Mój partner wspierał mnie, jak umiał choć wiem, że często nie rozumiał, co się ze mną dzieje i dlaczego czasem zachowuję się tak bardzo irracjonalnie. Wygrałem z tym bez leków. Wygrałem silną wolą. Postanowiłem stawić czoła lękom i się udało. Wróciłem do wysiłku fizycznego, zacząłem analizować kiedy i z jakich powodów pojawiają się moje objawy i gdy to zrozumiałem, nagle wszystko zniknęło; poczułem się zdrowy, szczęśliwy i znów bezpieczny.

Latem 2018 roku rozstałem się z moim partnerem, ale byłem już wtedy silnym facetem, pewnym siebie i  radzącym sobie w życiu. Uważałem, że świat należy do mnie i mimo tego, że miałem być sam, przyrzekłem nie spuszczać głowy i nie poddawać się. Wręcz przeciwnie. Zdecydowałem, że poznam nowego przyjaciela i znów będę kochał i będę szczęśliwy.

Poznałem…

C

Poznałem go na naszej aplikacji “Grindr”. Nie mówił, że jest seropozytywny – w sumie chyba nikt nie mówi. Wszyscy są teraz na PREPie – dziwne, no nie? Zresztą nie zapytałem nawet. Pomyślałem sobie: “przecież ja nie uprawiam seksu analnego, lubię tylko oral i to zawsze z głową, bez spermy w ustach. Uważam i myślę, co robię. Jestem bezpieczny. Nigdy nie miałem żadnej choroby wenerycznej, a co dopiero HIV. HIV aż tak łatwo się przecież nie przenosi. Trzeba mieć pecha, by się zarazić, a ja uważam. Sądziłem, że nie jestem w grupie ryzyka, bo uważam i myślę co i z kim robię.

Uważałem, lecz nie podejrzewałem, że Pocałunek może zmienić tak bardzo moje życie. Nie sądziłem, że ktoś może umówić się na randkę dzień po wizycie u stomatologa, gdzie wyrwano mu zęba. Że podczas pocałunku można się zassać i nagle mieć usta pełne czyjejś ciemnej brunatnej krwi. Tak było w moim przypadku, tak właśnie się zaraziłem. Nie zareagowałem prawidłowo, bo wystarczyło pojechać na Oddział Zakaźny i zgłosić ten fakt, i być może udałoby się uniknąć zakażenia. Niestety nie zareagowałem. On twierdził, że jest zdrowy i nie mam się czego obawiać, że pracuje w gastronomii, że bada się regularnie, i że nic mi nie grozi. Nie wiem czy kłamał, czy nie wiedział jaki ma status; ja dowiedziałem się w parę tygodni później. To był początek roku 2019. W lutym dostałem dziwnej grypy: gorączka 38,5 stopnia, zero bólu gardła czy mięśni; za to mega silne zmęczenie trwające tydzień. Do tego specyficzne krosty na podniebieniu i powiększające się węzły chłonne.

Czułem, że coś jest nie tak. Bardzo mocno to czułem.  Odezwała się moja nerwica lękowa i HIVfobia. Dobrze, że się to we mnie odezwało, bo 26 lutego zrobiłem test – niestety wynik niejasny. Znów oczekiwanie na kolejne badanie i kolejny wynik. Nieprzespane noce, płacz, wymioty, nawrót wszystkich objawów nerwicy. W nocy budziłem się mokry jakby ktoś oblał mnie wiadrem wody. Wielka niepewność.  Strach. W głowie układałem sobie już swój koniec. W necie szukałem w czym chcę być pochowany (jaka urna?), bo przecież  nikt nie chce, by jadły go robaki. Ogromne przerażenie. Mimo że miałem współlokatora, który wiedział co się dzieje, czułem się w tym osamotniony, tak bardzo osamotniony i tak bardzo przerażony. Moje życie się skończyło. Na fellow i innych portalach randkowych zacząłem szukać osób z pozytywnym statusem, by móc porozmawiać anonimowo o tym problemie. Rozmawiałem z osobami, które przez to przechodziły, które są zarażone, lecz biorą leki i żyją. Mimo że czytałem wiele słów, które powinny mnie uspokoić i praktycznie zero negatywnych opinii, nadal bardzo się bałem.

C

Jak to ja i HIV?

Mam HIVa Umrę Zaraz Umrę Przecież Ludzie Zarażeni Umierają Szybko I Nieważne Czy Młodzi Czy Starzy Nieważne  Bogaci Czy Biedni. Dotyczy to każdego. Masz HIV – umierasz!!!

Jestem z pokolenia wychowanego na filmach „Filadelfia” (1993), gdzie wirus i zakażenie faktycznie prowadziły do rozwoju AIDS i śmierci. Zapomniałem, że mamy XXI wiek, że medycyna nie stała w miejscu przez trzydzieści lat.

8 marca 2019 roku już nie było odwrotu – odebrałem wynik. Jestem nosicielem wirusa HIV – ja pierdolę! Mam GO. Przecież tak bardzo się go bałem, a teraz go mam. Nie wydrapię go sobie, nie wyciągnę. On jest ze mną – we mnie! Zabija moje komórki odpornościowe, zabija mnie! Co ja mam teraz zrobić ze sobą, swoim życiem? Co mam zrobić? Przecież mam HIV – brzmi jak wyrok. Chyba najlepiej ze sobą skończyć, bo po co czekać na to, co będzie? Kurwa! Muszę komuś powiedzieć (tylko komu?). Komu zaufać?! Oszaleję! Oszaleję! Jeśli komuś nie powiem, to zwariuję. Wiele nieprzespanych nocy, mega dużo stresu (schudłem 6 kg w tydzień).

Nabrałem odwagi –  powiedziałem…

Powiedziałem byłemu. W końcu był ze mną 10 lat. Powiedziałem moim dwóm przyjaciółkom. W końcu były zawsze, gdy ich potrzebowałem. Powiedziałem szefowi w pracy, bo widział, że coś złego się dzieje. A że jest też moim przyjacielem uważałem, że będzie mi łatwiej jak powiem co jest na rzeczy.

I co? I nic!

O dziwo nic to nie zmieniło. Szef powiedział: uważaj na siebie, trzeba pomyśleć co dalej i jak dostosować twoją pracę do nowej rzeczywistości, byś mi za dużo nie chorował.

Dziewczyny stanęły na wysokości zadania i umówiły mnie ze swoim przyjacielem, który żyje z wirusem kilka lat, bym mógł choć trochę uspokoić swoją głowę. Mega mi pomogły. On również. Choć ja nie zawsze byłem wobec nich fair i nieraz zawiodłem ich zaufanie, a naszą przyjaźń wystawiłem na próbę, nie odwróciły się. Ich znajomy pomógł mi ogarnąć poradnię (pierwszą wizytę u lekarza – nawet pojechał ze mną, by było mi raźniej). 

C

Przyjaciele.
Ci prawdziwi Przyjaciele.
Doceniać i Szanować.

To właśnie nasuwa mi się na myśl, gdy do Was piszę.

A mój były… hmm… załamał się trochę, poczuł się winny, ale stwierdził, że mam wracać do domu, że zaczniemy na nowo, że tamto dawno się skończyło i tak naprawdę bardzo mu mnie brakuje w takim codziennym życiu. Wróciłem.

Na początku kwietnia zrobiono mi kompleksowe badania. Określono poziom CD4 (komórki odpornościowe) i zbadano ilość kopii wirusa we krwi tzw. wiremię.  CD4 ładne, ale wirus narastał, a że chciałem czuć się bezpieczny, poprosiłem o leki. No właśnie. Leki. Terapia antyretrowirusowa.

SKUTKI UBOCZNE – znów się bardzo boję. Boję się! Wertowałem neta i czytałem godzinami różne strony, portale, fora. Czytałem i lęk narastał – tak bardzo się tego bałem. Czytałem dużo złych opinii na temat leków, na temat tego, jak silne mają skutki uboczne. Że nie można przy nich normalnie funkcjonować, że zabierają radość życia. Bardzo się bałem. Zawsze bałem się leków, a takich jak te, to już w ogóle.

Znów nieprzespane noce i oczekiwanie na ten dzień, kiedy zostanie wdrożone leczenie – leczenie, które pozwoli mi żyć. Będzie to wymagało pewnej dyscypliny, ale pozwoli normalnie żyć.

No jak kurwa normalnie? Mam HIV, a leki mają tysiące skutków ubocznych, więc jak normalnie?!

Dostałem je –  2 magiczne tabletki. Nawet ładne. Jedna niebieska, druga żółta. Jedna podłużna, druga okrągła… hmmm. Odebrałem je od lekarza 6 maja. Podpisałem zgodę na terapię – podpisałem KARTĘ ŻYCIA – tak sobie to tłumaczę. Tabletki życia – odebrałem je. Pojechałem do domu, otworzyłem opakowanie (jedno, potem drugie), napełniłem pojemniczek: 7 dni tygodnia. Usiadłem i zacząłem płakać. Płakałem jak małe dziecko, ale nie dlatego, że mam HIV. Myślę, że są gorsze choroby – rak – cukrzyca – niepełnosprawność umysłowa lub ruchowa. Płakałem ze strachu, z bezradności. Z tego, że nie wiem czy dam radę, czy się odważę wziąć choć raz te leki – przecież czytałem, że tak bardzo krzywdzą, że się nie da. Cały kwiecień ćwiczyłem na witaminach systematyczność brania leków, by pamiętać, że stała godzina to 90% sukcesu.

Zbliżała się 22:00 –  godzina brania leków. Hmm… czemu tak późno? Dla mnie wygodnie, no i pomyślałem, że prześpię skutki uboczne, a rano będę funkcjonował. Jakoś funkcjonował.

6 maja o 22:00 wziąłem pierwsze dwie tabletki. Połknąłem je ze łzami w oczach, walącym sercem i z wielkim, ale to wielkim nie do opisania strachem, co się stanie. Większość była w mojej głowie: ból brzucha, mdłości, cierpnące usta. Klucha w gardle, miękkie nogi. Ja pierdolę! Jak tak ma być codzienne, to nie dam rady!!!

Następnego dnia wziąłem kolejną dawkę leku – pojawiły się tylko drętwiejące usta i koniuszki palców u rąk. Kolejny dzień – tylko drętwiejące palce u rąk, a raczej mrówki. I coś nowego! Pojawił się wzwód. Coś, czego nie miałem tygodniami, a w nocy czy o poranku to chyba za gówniarza. Zaczęło schodzić ze mnie ciśnienie. Zacząłem czuć spokój, jakiś taki dziwny spokój, że wszystko będzie dobrze, że nic groźnego się nie wydarzy.

Trzeci tydzień brania leków. Poza wzwodami co noc, które są trochę śmieszne, a trochę męczące, bo mógłbym członkiem wbijać gwoździe (może niebieska tabletka to Viagra?) nic innego się nie dzieje. Nie ma żadnych skutków ubocznych. Wiem, że niektóre mogą pojawiać się po wielu latach brania leków, ale te o których piszą w Internecie nie ma. Kurde! Żadnych fajerwerków, zawrotów głowy, biegunek, bólu brzucha, mdłości. NIC!

Łykam sobie moje TABLETKI ŻYCIA – codziennie o 22:00  i odzyskuję pomału wewnętrzny spokój. Wiem, że na chwilę obecną nie zmienię tego leku. Chyba kolejny raz wygrałem – oswoiłem w sobie wirusa. Wygrałem z lękiem kolejny raz. To ja wygrałem! 🙂 Okazało się, że nie taki diabeł straszny.

C

Co się zmieniło w moim życiu od lęku przed wirusem, poprzez strach po zakażeniu, aż do dziś? Dużo! Ale w większości na plus 🙂 w sumie jestem wielkim PLUSEM. Jestem pod opieką świetnego lekarza. Będę miał stale kontrolowany stan zdrowia, więc żadna choroba mnie nie dopadnie, bo zostanie szybko wykryta. Nie muszę się bać HIV – bo jest ze mną i będzie jak najlepszy przyjaciel. Bardziej doceniam każdy dzień i ludzi, których spotykam. Wiem, że nic nie trwa wiecznie i że dzisiejszy dzień nigdy się nie powtórzy. Wróciłem do swoich pasji: do muzyki, siłowni. Pomału zaczynam wracać do życia bez lęku, lecz z większą świadomością samego siebie. Co mogę od siebie przekazać tym, którym wirus HIV kojarzy się z czymś, co ich nie dotyczy albo tym, którzy tak bardzo boją się zakażenia, że nawet się nie badają? Mogę przekazać to, żeby przełamali ten strach, zrobili test i nawet jeżeli okaże się, że wynik nie jest negatywny, nie przekreślali swojego życia, tylko brali je silnie w ramiona i biegli do przodu nadal realizując swoje marzenia.

Co się zmieniło w moim życiu od lęku przed wirusem, poprzez strach po zakażeniu, aż do dziś? Dużo! Ale w większości na plus 🙂 w sumie jestem wielkim PLUSEM. Jestem pod opieką świetnego lekarza. Będę miał stale kontrolowany stan zdrowia, więc żadna choroba mnie nie dopadnie, bo zostanie szybko wykryta. Nie muszę się bać HIV – bo jest ze mną i będzie jak najlepszy przyjaciel. Bardziej doceniam każdy dzień i ludzi, których spotykam. Wiem, że nic nie trwa wiecznie i że dzisiejszy dzień nigdy się nie powtórzy. Wróciłem do swoich pasji: do muzyki, siłowni. Pomału zaczynam wracać do życia bez lęku, lecz z większą świadomością samego siebie. Co mogę od siebie przekazać tym, którym wirus HIV kojarzy się z czymś, co ich nie dotyczy albo tym, którzy tak bardzo boją się zakażenia, że nawet się nie badają? Mogę przekazać to, żeby przełamali ten strach, zrobili test i nawet jeżeli okaże się, że wynik nie jest negatywny, nie przekreślali swojego życia, tylko brali je silnie w ramiona i biegli do przodu nadal realizując swoje marzenia.

HIV mnie zmienił jako człowieka, jako faceta – wcale nie na gorsze.

Wręcz przeciwnie, zmienił mnie POZYTYWNIE.

Wirus HIV  zmienił mnie jako człowieka, jako faceta, ale wcale nie na gorsze. Wręcz przeciwnie – zmienił mnie POZYTYWNIE. Dał mi siłę i wiarę, by wierzyć, że każdy kolejny dzień zbliży mnie do momentu, w którym odbiorę wynik z wiremią niewykrywalną. I wrócę do całkiem normalnego życia, łykając sobie raz dziennie TABLETKĘ ŻYCIA. 🙂

Świeżak.

nadawanie sygnału #02 Mariusza za

Day(s)

:

Hour(s)

:

Minute(s)

:

Second(s)

SYGNAŁ#02: I Rocznica diagnozy HIV // MARZEC  2020

Wiosna.

Za oknem dziś jakby jesień, w kalendarzu nadal zima, ale w moim sercu i w mojej głowie wiosna. Tak, znów jest wiosna – nowy wiosenny czas. Jaki on będzie ? Czas pokaże. Z pewnością będzie inny niż ten rok temu, kiedy czekałem na potwierdzenie mojego wyniku testu na obecność wirusa HIV.

Wiosna znów jest! Moja mała rocznica.

SYGNAŁ#03: Wyrostek robaczkowy i operacja.

Potrójne rękawiczki.

Za oknem dziś jakby jesień, w kalendarzu nadal zima, ale w moim sercu i w mojej głowie wiosna. Tak, znów jest wiosna – nowy wiosenny czas. Jaki on będzie ? Czas pokaże. Z pewnością będzie inny niż ten rok temu, kiedy czekałem na potwierdzenie mojego wyniku testu na obecność wirusa HIV.

nadawanie kolejnego sygnału Mariusza za

Day(s)

:

Hour(s)

:

Minute(s)

:

Second(s)