HIV

.

- Adam Mikuszewski (HIV-)

Społecznik HIV/LGBTQ+
/ FUNDACJA NADOBRZE

To był mój pomysł, aby zaprzestać stosować prezerwatywy.
Tomek (HIV+) był w stałym kontakcie z lekarzem, miał od lat
niewykrywalną wiremię. Znaliśmy wyniki badań PARTNER1.

Żyliśmy w monogamicznym związku.Z mojej perspektywy
prezerwatywa po prostu nie była potrzebna.’

.

- Adam Mikuszewski (HIV-)

Społecznik HIV/LGBTQ+
/ FUNDACJA NADOBRZE

To był mój pomysł, aby zaprzestać stosować prezerwatywy.
Tomek (HIV+) był w stałym kontakcie z lekarzem, miał od lat
niewykrywalną wiremię. Znaliśmy wyniki badań PARTNER1.

Żyliśmy w monogamicznym związku.Z mojej perspektywy
prezerwatywa po prostu nie była potrzebna.’

TOMASZ SIARA is the founding executive director of Prevention Access Campaign which launched Undetectable = Untransmittable (U=U).

Od 18 lat żyję z wirusem HIV, od 17 lat mam niewykrywalny poziom wiremii we krwi. Mam to ogromne szczęście, że życie z HIV nie przeszkodziło mi w realizowaniu się w moim życiu osobistym, mam pełne wsparcie, akceptację ze strony bliskich i przyjaciół. Byłem przez 5 lat w związku z partnerem HIV-, który po dziś dzień jest zdrowy. Dzięki tej akceptacji zyskałem siłę na coming-out jako osoba żyjąca z HIV i na podjęcie, wspólnie z moim zespołem lekarzy-zakaźników, psychologów oraz społeczników , próby walki ze stygmatyzacją osób żyjących z HIV oraz działalności edukacyjnej jako społecznik HIV/AIDS.

Przez pięć lat byłeś partnerem Tomka Siary, społecznika HIV/LGBTQ, który niedawno wyoutował się publicznie jako osoba żyjąca z HIV niewykrywalnym, obecnie inicjatorem oraz twarzą kampanii społeczno-edukacyjnej „Niewykrywalni” (patrz: wywiad w „Replice” nr 77). Jak się poznaliście?

Na portalu randkowym Planet Romeo w 2012r. Miałem wtedy 32 lata. Mieszkałem w Warszawie a Tomek we Wrocławiu. Na początku był więc to kontakt całkowicie wirtualny. Na tyle jednak nam się dobrze rozmawiało, że zdecydowałem się odwiedzić Tomka. Nasza pierwsza randka była niewinna i romantyczna. Pięć godzin włóczyliśmy się po mieście, rozmawialiśmy. Na drugą randkę w realu przyszło nam czekać kolejny miesiąc.

Czemu?

Praca plus odległość między Warszawą a Wrocławiem zrobiły swoje. Ale dużo przez ten miesiąc rozmawialiśmy – tak, by randki numer dwa nie przeznaczyć tylko na rozmowy… (śmiech).

Jak się dowiedziałeś, że Tomek jest seropozytywny?
Powiedział mi przez telefon między pierwszą a drugą randką. Wiem, że ta rozmowa kosztowała go wiele nerwów i długo się do niej przygotowywał.
Tylko tyle? Wiesz pewnie, że dla wielu facetów, niestety, taka informacja zmienia wszystko.

Tylko i wyłącznie z powodu podstawowych braków edukacji dotyczących tego, czym są HIV i AIDS. Od wielu lat osoby żyjące z  HIV, które znajdują się pod stałą opieką lekarską i skuteczną terapią antyretrowirusową (ARV), nie są jakimkolwiek zagrożeniem dla siebie i najbliższych. Kampania „Niewykrywalni”, w której organizacji współuczestniczę ma na celu przekazanie tej wiedzy jak największej liczbie odbiorców.

A Ty gdzie tę wiedzę posiadłeś?

Dzięki pracy poznałem bardzo dużo osób żyjących z wirusem HIV.

Czym się zajmowałeś?

Byłem streetworkerem.

Czyli?

Pracowałem jako wolontariusz w ramach projektu Lambdy Warszawa. Chodziliśmy w parach po warszawskich klubach, rozdawaliśmy ulotki na temat wirusa HIV, prezerwatywy, namawialiśmy do badań i udzielaliśmy podstawowych informacji dotyczących tego jak uniknąć zakażenia.

Czemu zdecydowałeś się na taką działalność?

Miałem bodajże 16 lat, gdy okazało się, że mój bardzo dobry znajomy, fantastyczny człowiek, żyje z wirusem HIV. To były lata 90. Informacja o tym, że ktoś jest seropozytywny, praktycznie oznaczała śmierć towarzyską. Takie osoby żyły w poczuciu odrzucenia, ciągłym strachu, że ktoś pozna i rozgłosi ich „wstydliwy sekret”. Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Chciałem edukować i walczyć ze stygmatyzacją, wykluczeniem oraz przekłamaniami dotyczącymi osób żyjących z HIV. Dzięki temu, że byłem otwarty i tolerancyjny, kilkoro ludzi, których znałem, wyoutowało się przede mną jako osoby seropozytywne, zwierzyło ze swoich obaw, lęków, dramatów. Bardzo chciałem je wesprzeć nie tylko dobrym słowem, ale też czynem.

Miałeś jakieś kontakty seksualne z osobami seropozytywnymi przed Tomkiem?

Tak. Kiedy osoba seropozytywna jest poddana skutecznej terapii antyretrowirusowej (ARV), znajduje się pod stałą opieką lekarza i używasz prezerwatywy, ryzyko zakażenia praktycznie nie istnieje.

Tomek mówił w naszym wywiadzie, że zdecydowaliście się zrezygnować z prezerwatyw.

Owszem. To był mój pomysł. Tomek był w stałym kontakcie z lekarzem, miał od lat niewykrywalną wiremię. Żyliśmy w monogamicznym związku. Z mojej perspektywy prezerwatywa po prostu nie była potrzebna.

A z perspektywy Tomka?
On miał więcej oporów. Udało mi się je przełamać, choć nie do końca. Przez cały czas trwania naszego związku, a byliśmy razem do zeszłego roku, Tomek namawiał mnie do bardzo częstych badań. Przypominał, że w każdej chwili możemy wrócić do używania prezerwatyw.
Ale ja sobie wcześniej przemyślałem plusy i minusy takiej sytuacji.
Jakie były minusy?

Nie mogłem być dłużej honorowym dawcą krwi, co było dla mnie ważne.

Co jeszcze?
Tak naprawdę to był jedyny minus. Podjęliśmy z Tomkiem decyzję o byciu w monogamicznym związku. Po pół roku przeprowadziłem się do Wrocławia, zamieszkałem z Tomkiem. Wrocław stał się moim domem, mieszkam tu do dziś, mimo że już nie jesteśmy razem. Pozostaliśmy zresztą przyjaciółmi.
Jak często badaliście się?

Tomek co trzy miesiące. To element jego terapii. Ja z uwagi na Tomka, który cały czas obawiał się o moje zdrowie badałem się mniej więcej co pół roku. Czasami kiedy łapałem przeziębienie, Tomek nie dawał mi spokoju, dopóki nie poszedłem na badania.

Sam nie miałeś obaw?

Nie. Powtarzam po raz kolejny: Tomek badał się regularnie i cały czas miał niewykrywalną wiremię. Jak niby miałbym się zakazić?

Teraz zdecydowaliście się opowiedzieć o Waszym związku, związku „plusa” z „minusem”, w ramach „Niewykrywalnych”.

Ta kampania ma dla Tomka ogromne znaczenie. Planował ją od lat. Chciał pokazać, że z wirusem HIV da się obecnie żyć pełnią życia. No i, że związki pomiędzy osobami seropozytywnymi i seronegatywnymi nie tylko są możliwe, ale też bezpieczne. Wielokrotnie mi powtarzał, że to mnie zawdzięcza swoje „drugie” spełnione życie, że beze mnie pewnie wiele kolejnych lat spędziłby w samotności. Gdy zostałem wybrany na Mr. Bear Poland 2017, zorganizowaliśmy panel dyskusyjny na temat par, w których jeden z partnerów jest pozytywny. Z uwagi na to, że Tomek nie był jeszcze wtedy wyoutowany jako osoba żyjąca z HIV, opowiedziałem o swoich doświadczeniach, zaznaczając, że dotyczą one „jednego z moich poprzednich związków”. Zainteresowanie tematem przeszło nasze oczekiwania i zainspirowało Tomka, by podjąć się wyzwania stworzenia kampanii społeczno-edukacyjnej o tematyce HIV/AIDS I półtorej roku później wziąć udział w wyborach na Mr. Bear Poland, a ewentualne zwycięstwo wykorzystać do promocji kampanii opowiadającej o tym jak się żyje z HIV.

Plan się udał, bo Tomek zdobył tytuł Mr. Bear 2019 a jego wymarzona kampania stała się faktem. Twoja twarz też pojawia się na plakatach, ale robisz też więcej, prawda?

W lutym br. wziąłem udział w kolejnym, zorganizowanym we Wrocławiu, panelu dyskusyjnym poświęconym parom plus/minus. Opowiadałem o doświadczeniach z perspektywy „minusa”, a Tomek – „plusa”. Przywołaliśmy rezultaty badań Partner 2, które jednoznacznie pokazały, że zakażenie się wirusem HIV od pozytywnego partnera, który się leczy i ma stale niewykrywalną wiremię, nie jest możliwe. Po części oficjalnej poznaliśmy kilka par HIV+/HIV-, które podzieliły się z nami swoimi doświadczeniami w tym temacie. Bo przecież Tomek i ja to nie jedyna taka para w Polsce!

Możesz opowiedzieć coś o doświadczeniach tych innych par?

Bardzo przypominają one moje z Tomkiem przeżycia. W takich związkach osobom seronegatywnym zazwyczaj łatwiej jest zaakceptować zaistniałą sytuację. Pozytywni partnerzy natomiast często zmagają się z wątpliwościami i lękami, które w świetle wyników badań PARTNER są nieuzasadnionymi – nie narażają partnerów na ryzyko. Niestety, wielu moich znajomych, którzy żyją z HIV, potwierdza, że bardzo trudno jest im znaleźć partnera. Dokonanie coming-outu jako osoba żyjąca z HIV na randce w Polsce w najlepszym razie oznacza zazwyczaj koniec znajomości.

W najlepszym razie?

Bardzo często jako „bonus” osoba pozytywna zostaje oceniona i zaszufladkowana. To jest dla nich najgorsze. Padają pytania w stylu: „To ilu miałeś partnerów, że się zakaziłeś?”, „Jak ty się prowadzisz, że złapałeś HIV?”. Generalnie wydźwięk podobnych rozmów jest taki, że osoba pozytywna jest sama sobie winna, bo najpewniej pół życia spędziła w darkroomie.

Czy jako społecznik zauważasz na przestrzeni lat zmianę na lepsze?
Ostatnio nie spotkałem osoby, która bałaby się zakażenia wirusem HIV przez ukąszenie komara, co kiedyś było nierzadkie. Generalnie jednak nie jest dobrze. Osoby żyjące z HIV nadal podlegają bardzo silnej stygmatyzacji.
Co jest według ciebie źródłem tej sytuacji?

Brak wiedzy na temat wirusa i źródeł zakażenia. To, że w naszym kraju tylko kilka osób powiedziało publicznie, że żyje z HIV, nie jest efektem przypadku. Poziom nietolerancji jest wciąż bardzo wysoki. Mam wielką nadzieję, że kampania „Niewykrywalni” choć trochę to zmieni. Sam staram się otwarcie mówić o HIV, tłumaczyć. Każdy, kto dysponuje wiedzą na ten temat powinien to robić. HIV nie może być tabu.

Czy ty sam spotkałeś się ze stygmatyzacją, gdy wyznałeś, że byłeś w związku z osobą pozytywną?

Oczywiście. Zdarzało się, że moi rozmówcy nie wierzyli, że nie jestem pozytywny. Dla takich osób nie ma znaczenia czy osoba żyjąca z HIV jest pod opieką lekarza, czy bierze leki antyretrowirusowe, czy ma niewykrywalną wiremię. Według nich jak ktoś ma HIV, to zakaża w każdej sytuacji i koniec. To oczywiście jest absurd nie mający żadnego, powtarzam, żadnego poparcia w rzeczywistości.

Udało ci się kiedykolwiek przemówić swemu rozmówcy do rozsądku?
A wiesz, że tak! W realu ludzie dużo rzadziej reagują agresją – jak to zazwyczaj ma miejsce w internecie. Jeśli tylko chcą słuchać… Za mną stoją racjonalne argumenty i badania, choćby wspomniane już Partner 2. Najmocniej trafia jednak argument, że po rozstaniu z Tomkiem oddawałem krew w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Co prawda, teraz trochę wkręciłem się w tatuaże i piercing, co wyklucza krwiodawstwo, ale to już inna bajka.
W każdym razie sporo ludzi wręcz nie dopuszcza myśli że osoba seronegatywna (lub zdrowa) może w ogóle wziąć pod uwagę nawiązanie relacji intymnej z osobą pozytywną. Standardowa pierwsza reakcja to „szok i niedowierzanie”. Potem przychodzi faza stygmatyzacji, w której poddawana jest w wątpliwość moralność pozytywnego partnera i zdrowy rozsądek negatywnego.
Co robisz w życiu poza społecznictwem HIV/LGBTQ+?

Jestem barmanem w księgarni.

Słucham?

Jestem barmanem (śmiech) w Księgarni Hiszpańska we Wrocławiu, bardzo ciekawe miejsce – księgarnia, bar, sala koncertowa. Lokal „human friendly”, że tak powiem. Spotykają się w nim działaczki ze strajku kobiet, Wiosny, partii Razem, Amnesty International. Eventy organizuje u nas wrocławska Kultura Równości.m w księgarni.

Zarówno ty jak i Tomek zdobyliście tytuły Mr. Bear Poland. Tomek potraktował wybory jako wstęp do kampanii „Niewykrywalni”. A jaka była twoja motywacja?
Mniej szlachetna (śmiech). Chciałem się zabawić. Choć nie tylko. Zależało mi też na tym, by dołożyć cegiełkę do nagłośnienia działalności stowarzyszenia Bears of Poland, które jest jedną z największych organizacji LGBTQ w Polsce i jednym z niewielu stowarzyszeń zrzeszających miśki w Europie.
Bears of Poland działają prężnie -praktycznie co tydzień jest gdzieś w Polsce organizowany jakiś event przez miśki i dla miśków. W roku ma miejsce aż sześć dużych, ogólnopolskich imprez. Dla porównania w Irlandii są trzy miśkowe imprezy w roku, w Niemczech ze cztery, na Węgrzech dwie.
Od dwóch lat współpracujemy też z polskim środowiskiem fetyszowym. Byliśmy obecni na zorganizowanych po raz pierwszy w Polsce w 2017 r. wyborach Mr. Rubber Poland. Adam Muś, Mister Bear Poland 2018, chętnie współpracuje ze społecznością fetyszową – efektem tej zorganizowany w czerwcu 2018 wspólnie X Bear x IV Fetish Camp integrowaliśmy się w górach podczas pięknego weekendu. W tym roku BEAR x FETISH camp odbędzie się po raz kolejny, tym razem nad morzem.
W ramach Bears of Poland działa podgrupa grupa Misie na Marszach. Ma ona za zadanie zaznaczenie obecności naszej społeczności na tego typu wydarzeniach. W zeszłym roku Misie na Marszach zaliczyli wszystkie 15 Marszów/Parad i w tym roku planujemy to samo.
A w lutym zeszłego roku we Wrocławiu wraz ze stowarzyszeniem Kultura Równości zorganizowaliśmy queerową imprezę miśkową, na której nawet część z naszych brodatych, włochatych i masywnych miśków założyła peruki, szpilki i zrobiła makijaże. W lutym tego tym roku w ramach wrocławskiego zlotu miśków mieliśmy kolejną queerową imprezę integracyjną z lesbijkami.
A ja sam, oprócz udziału w kampanii „Niewykrywalni” zaangażowałem się ostatnio we wsparcie rozwoju miśkowego środowiska na Węgrzech.
Czemu akurat tam?

Mój obecny facet to Mr. Bear Hungary 2019.

O, widzę, że masz słabość do facetów z tym tytułem.

Nieee. Ani Tomek ani Balazs nie rozważali nawet startowania w tych wyborach, gdy zaczynaliśmy się spotykać.

Na początku maja w Padwie obaj startowali w wyborach Mr. Bear Europe 2019. Ciekawe, na kogo głosowałeś (śmiech)

To już pozostanie moją słodką jak miód tajemnicą (śmiech).

Oryginalny wywiad został opublikowany w Magazynie Replika w Lutym 2019.